Jazz & Faust - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2790
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 62 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 37 razy
Płeć:

Jazz & Faust - recenzja

Post autor: Adam_OK » 23 czerwca 2013, 18:31

Obrazek
Producenci gier, tworząc swe dzieła, często starają się zaskoczyć potencjalnego odbiorcę czymś nowym, niespotykanym wcześniej. Niektóre z tych pomysłów są, delikatnie mówiąc, średnio udane (jak np. elementy zręcznościowe w przygodówkach ;) ), inne nie. Do tych drugich zaliczyłbym pomysł twórców omawianej tu gry, którzy postanowili dać wybór polegający na tym, że gracz decydował którą z dwóch postaci rozpocznie rozgrywkę. Jak to wpłynęło na jakość produktu – zaraz wyjaśnię.

Historia, którą będziemy śledzić zaczyna się w Er-Elp (niezależnie od dokonanego wyboru). W pewnym momencie dowiemy się o morderstwie, które zakłóciło normalne życie w mieście. Chcąc czy nie, będziemy starali się dowiedzieć, kto, jak i dlaczego je popełnił, a przy okazji dowiemy się o olbrzymim skarbie ukrytym gdzieś na pustyni. To wszystko sprawi, że nasi bohaterowie nie będą siedzieć z założonymi rękami i spróbują swego szczęścia. A bohaterami tymi są tytułowi Jazz i Faust – pierwszy jest przemytnikiem, który próbuje odzyskać swój statek, drugi marynarzem. Ich drogi kilkakrotnie się przetną, gdyż los obu rzuci nie tylko do wspomnianego wcześniej miasta, ale również na małą wysepkę czy pustynię. Podczas zabawy będziemy mieli okazję dokładnie zapoznać się z nimi, bo tak czy inaczej będziemy kierować poczynaniami ich obu (jednym wcześniej, drugim później). Nie oznacza to, że po przejściu połowy gry, drugie pół wykonujemy z pamięci, bo każdy z nich ma inne przygody, a jedynie kilka kluczowych momentów wygląda tak samo. A przynajmniej powinno, bo i te zmieniono. Jak dla mnie trochę to dziwne, bo grając drugą postacią cofamy się w czasie, więc wydarzenia, w których obaj uczestniczyli powinny wyglądać w obu przypadkach tak samo, a tu tak nie jest. Może zrobiono tak, aby zaskoczyć czymś gracza albo zmusić do większego wysiłku umysłowego? Jeśli tak, to można przymknąć na to oko, o właśnie tak: ;) Sama zaś historia jest dosyć ciekawa, a kierowanie dwoma postaciami sprawia, że gra jest dosyć długa, jak na obecne standardy (choć i tak mogłaby być dłuższa).
Obrazek
Ważnym elementem każdej przygodówki są zagadki. W tej produkcji jest ich kilka, oczywiście o różnym stopniu trudności (teoretycznie ;) ). W praktyce zdecydowana większość łamigłówek jest dość prosta, a wyjątkiem jest jedynie układanie potłuczonego nagrobka (mnie sprawiło ono trochę kłopotów). Poza tym będziemy często służyć za chłopca na posyłki, wymieniając jedne przedmioty za drugie. Zagadki prezentują więc przyzwoity poziom, bo choć nie wymagają najwyższego IQ, aby je rozgryźć, to z drugiej strony nikt nie wpadł na „genialny” pomysł utrudnienia zabawy przez wplecenie w rozgrywkę „czasówek”.

Jak do tej pory nie miałem większych zastrzeżeń do samej gry. Niestety, to się zmienia, kiedy trzeba przejść do omówienia grafiki. Co prawda, „Jazz&Faust” wydany został kilka lat temu, ale nawet to uwzględniając, prezentuje się on co najwyżej średnio. A wszystko przez to, że nieraz z ekranu atakują nas piksele, a dokładniej całe ich stada ;) O ile lokacje, jako całość, nie odrzucają od monitora (głównie dzięki wystylizowaniu otoczenia w bliskowschodnim stylu), to w przypadku postaci pikseloza jest łatwo dostrzegalna. Coś takiego nie przystoi grze z XXI wieku, jaką jest dzieło panów z 1C, więc za grafikę daję minusa.

Dużo lepiej jest z muzyczką. Dzięki niej czuć orientalne klimaty, które służą za tło rozgrywki. Nie jest to może jazz (co mógłby sugerować tytuł ;) ), ale i tak miło się tego słucha. O dźwięku nie będę za dużo gadał, bo twórcy prochu nie wymyślili, po prostu zrobiono go tak, jak w wielu innych grach i niczym z tłumu się nie wyróżnia. Podobnie jest z interfejsem, który jest typowym przedstawicielem gatunku „wskaż i kliknij”. Jest więc prosty w obsłudze, a jego opanowanie zajmuje pięć sekund.

Obrazek
Na koniec tradycyjnie słów kilka o polonizacji. Tutaj też trochę ponarzekam, głównie ze względu na napisy. Po pierwsze, czcionka jest za bardzo „fikuśna”, a za mało funkcjonalna, co sprawia, że czasem trudno jest odczytać dany tekst. Po drugie, nierzadko spotykałem sytuacje, w których dwa wyrazy nie były oddzielone spacją. Tekst więc był zlany i wyłowić z tego zlepka treść łatwo nie było. Na szczęście lepiej wypadły głosy polskich aktorów, choć i tu rewelacji nie ma. Ot, stany średnie.

Generalnie „Jazz&Faust” jest typowym średniakiem. Gra nie wyróżnia się niczym nadzwyczajnym, ale z drugiej strony (poza grafiką) nie odstaje od typowych przedstawicieli gatunku. Jeśli więc ktoś lubi orientalne klimaty i nie zna tej produkcji, niech nadrobi tę zaległość, bo czas przy niej spędza się miło.
OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ klimat Wschodu
+ niezła fabuła
+ dwie postacie do wyboru
+ muzyczka

WADY:

- grafika
- trochę za prosta
- kiepska polonizacja

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Jazz & Faust”