A.D. 2044 - recenzja

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9232
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 81 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 102 razy
Płeć: Kobieta

A.D. 2044 - recenzja

Postautor: Urszula » 02 stycznia 2012, 19:54

Obrazek

Dawno, dawno temu, bo w roku 1983 r., za sprawą Juliusza Machulskiego powstała rewelacyjna komedia pod tytułem „Seksmisja”. Kultowy film, który bawi i rozśmiesza kolejne pokolenia Polaków. Niesamowita gra dwóch naszych świetnych aktorów - Jerzego Stuhra i Olgierda Łukaszewicza - przyczyniła się do popularności filmu.
Na podstawie tegoż filmu, niemal równie dawno temu, powstała gra komputerowa pod nazwą A.D. 2044. Najpierw w roku 1991, zrobiona na ATARI, a następnie w 1996 wydana przez LK Avalon na pecety. Reklama, jaka towarzyszyła wydaniu gry, oraz to, że jest wzorowana na rewelacyjnej komedii, spowodowało, że bardzo wielu graczy pobiegło do sklepu, by zakupić tę przygodówkę. Nie inaczej było ze mną, ja również, wspominając dobrą zabawę i wszechobecny humor, jaki był w filmie, liczyłam na to samo w grze. Pierwszy raz grałam w nią pod Windowsem 95 i tak prawdę powiedziawszy niewiele z niej zapamiętałam, w żaden sposób nie zapadła mi w pamięć. Widocznie nie była tak świetna, jak się spodziewałam. Po latach ponownie uruchomiłam grę i mogę podzielić się swoimi wrażeniami. Fabuła gry jest żywcem przeniesiona z filmu, więc nie ma co jej opisywać, wiadomo: gracz ma za zadanie zmienić obowiązujący porządek i przywrócić światu mężczyzn.
Obrazek

Opiszę wpierw to, co w grze dobre, aby od razu na starcie nie zniechęcać tych, którzy nie grali i spróbują mimo kłopotów odpalić ją na naszych nowoczesnych maszynach. Łatwe to nie będzie, bo konieczna jest emulacja starszego systemu, inaczej jej nie uruchomimy. Jednak ze względu na to, że w owych czasach była to najbardziej reklamowana gra, warto samemu, o ile jeszcze większość graczy tego nie zrobiła, uruchomić tę przygodówkę.

Graficzna ciekawostka

Była to pierwsza polska gra przygodowa wydana na dwóch płytach CD, z renderowaną grafiką trójwymiarową. Wyszło z tego troszkę dziwadełko. Same tła i lokacje są bardzo miłe dla oka i właściwie nie ma czego im zarzucić (choć jest ich troszkę mało i są bardzo sterylne), wszystko jest ładnie zrobione, a przedmioty, które znajdujemy, mają realny wygląd. Problem jest w tym, że nie możemy w grze obracać się jak chcemy i patrzeć gdzie chcemy. Również poruszanie odbywa się po uprzednio wytyczonych szlakach, ustalonych przez producentów gry. Wychodząc z pokoju, idziemy do windy przez cały korytarz tyłem. Takich dziwnych rzeczy jest więcej. Spore problemy sprawia także znalezienie potrzebnego przedmiotu. Dlaczego? Żeby go zobaczyć, musimy się ustawić pod odpowiednim kątem - takim, jaki przewidział producent. Jednak nie dołączył do gry mapki i samemu nam przyjdzie znaleźć ten kąt. Jest to o tyle uciążliwe, że przedmiotu nie widać, dopiero po odpowiednim ustawieniu uwidacznia się to, czego szukamy. Logicznie rzecz biorąc, gdy człowiek ma na stole pełny talerz zupy, to musi znaleźć narzędzie by ją zjeść, czyli w tym przypadku łyżkę. Jeśli nie ma na stole, to musi być pod, bo powiedzmy spadła, tylko że znalezienie jej nastręcza niemałych kłopotów. Trzeba się odpowiednio ustawić, aby ją zobaczyć pod tym stołem. Takich sytuacji było bardzo dużo. Długo mi zeszło, aby znaleźć zapałki, czy miejsce gdzie mam rozciąć sztuczny horyzont, aby opuścić bunkier. Poruszanie się w grze było mocno niedopracowane. Natomiast już w tej przygodówce można było oglądać znaleziony przedmiot, obracając go wkoło w ekwipunku i nawet ładnie to było zrobione. W dużo późniejszych produkcjach tego elementu brakowało. Przerywniki filmowe również były dopracowane i zrobione całkiem dobrze, czyli pod względem grafiki jest to porządnie zrobiona gra, tylko czasem kłopotliwa (gdy trzeba było wejść w jakieś miejsce czy zobaczyć i zabrać jakiś przedmiot potrzebny do dalszej gry).

Bohaterowie
Światem, w którym się znajdziemy, rządzą kobiety. Taka przynajmniej jest teoria, bo w trakcie rozgrywki nie spotkamy żadnej pani. Mamy za to aż pięć „robotów płci pięknej” o bardzo brzydkim wyglądzie. Na dodatek nasz bohater, niczym terminator, musi je z gry wyeliminować. Jak nie przy pomocy pocałunku, to przez wypalenie do jednej z nich z dubeltówki, czy podcięcie nóg kolejnej, żeby się rozsypała. Jeśli to miało być elementem zabawnym, to ja się tym nie ubawiłam.

Zagadki

Ten element gry, pomimo kłopotów z szukaniem odpowiednich przedmiotów (na tym cała trudność polegała), był dopracowany i logiczny. Nie wymagał on od gracza jakichś strasznych umiejętności, bo zagadki, choć ich wcale nie tak mało, trudne nie były. Zdarzyło się parę przedmiotów, które zabrałam, a nie były mi do gry wcale potrzebne, między innymi spinacz czy spleśniała kromka chleba, ale biorąc pod uwagę liczbę rzeczy, jakie za sobą taszczyłam, to dwa czy trzy elementy więcej nie stanowiły żadnego problemu. I tak trzeba było w ekwipunku szukać odpowiednich rzeczy, które można wykorzystać w danym momencie gry. Dlaczego napisałam, że trzeba szukać? Otóż przed oczami widać tylko parę przedmiotów, reszta jest schowana na kolejnych poziomach i trzeba się strzałkami dostać do tego ekwipunku, aby użyć elementu, który właśnie jest nam potrzebny. Czasem to było uciążliwe, ale nie jakoś bardzo, więc nie ma co narzekać. Generalnie zagadki były fajne, wcale nie było ich tak mało, więc pod tym względem ta przygodówka prezentowała się dobrze. Mamy to, co typowe - łączenie, zbieranie i wykorzystywanie znalezionych rzeczy w odpowiednim momencie. Nie trzeba też kombinować, czym coś odkręcić, bo śrubokręt jest i do tego służy, by odkręcać nim śrubki; czym rozwalić skobel, bo i młotek się znajdzie. Dziwne było włączanie starej windy, bo ręce mamy za krótkie, więc w przycisk trzeba było rzucać kamieniem. Były też małe wpadki, jak martwa mysz, która ożywała po wrzuceniu jej do miejsca przeznaczonego na donosy, czy wyciąganie żywego żuczka po uprzednim rozwaleniu młotkiem kamienia. Wszystko po to, by przestraszyć kobietę robota. Ciekawe zresztą jest to, że robot ma ludzkie uczucia, boi się myszy i pada martwy lub zemdlony od pocałunku. Jednak to jedyne dziwne i nielogiczne rzeczy jakie mi się rzuciły w oczy.


Obrazek
Humor
Niestety, pod tym względem wielkie, wręcz ogromne rozczarowanie. Dlaczego? Po pierwsze głos i komentarze bohatera, którym kierujemy, a także lektora, który czasem z nami się komunikuje, to zupełna porażka. Rozumiem, że ciężko byłoby namówić do współpracy Jerzego Stuhra (choć zgodził się wiele lat później użyczyć głosu Larry’emu w siódmej odsłonie gry). To w sumie nic jeszcze, gorzej, że głos osoby podkładającej nie był ani troszkę podobny do głosu wyżej wymienionego aktora. Mało tego, ten, który słychać, należy chyba do anemika wciąganego za obraz przez pająki. Lektor, który czasem komentuje nasze poczynania, również miał śniadanie spakowane w torbie i nie zdążył go zjeść, więc nie miał siły mówić. Do tego teksty żywcem wzięte z filmu, wygłaszane w nieodpowiednim momencie nie śmieszyły, a wręcz denerwowały, bo nijak się miały do tego, co widać było na monitorze. Czasem gdzieś na ścianie czy celi widać było jakiś śmieszny napis, ale to było zdecydowanie za mało, jak na szumne zapowiedzi, że gra jest odzwierciedleniem słynnej komedii J. Machulskiego. Komiczna nie była, ba, nawet nie była śmieszna, za to często denerwująca. Do tego dochodzi oprawa audio i tutaj również producenci się nie popisali. Po pewnym czasie wyciszyłam maksymalnie głośniki, aby mnie głos głównego bohatera i podkład muzyczny nie wprowadzał w stan irytacji, bo sam fakt, że grę uruchomiłam sprawił mi wielką radość, więc nie chciałam sobie psuć przyjemności grania, wsłuchując się w głupie teksty, nijak nie pasujące do gry i w muzykę, która z czasem zaczynała drażnić. Jedynie w intrze było miło i przyjemnie posłuchać oprawy audio - szkoda, że tylko tam.

Czy warto się męczyć?
Potrzebne jest jakieś podsumowanie i ewentualne zachęcenie gracza do tego, by włożyć wysiłek w uruchomienie gry. Pierwszym atutem przemawiającym za tym, aby młodsi gracze zapoznali się z tą przygodówką jest to, iż była najbardziej reklamowaną grą w tamtych czasach. Po drugie, legendarny producent, jakim jest LK Avalon, wprowadził na rynek polski produkt, który doganiał zachodnich producentów. Mieliśmy w końcu swoją własną grę z trójwymiarową grafiką, nieodbiegającą bardzo mocno od zachodnich produktów. Po trzecie z kolei, liczba zagadek, choć nie bardzo trudnych, daje nam godziwą rozrywkę na parę godzin. Przejście jej bez solucji i podpowiadania będzie wymagało troszkę czasu, choćby ze względu na kłopot w poruszaniu się po lokacjach. Poza tym warto poznać starocie, by docenić nowości i zobaczyć, jak rynek gier komputerowych poszedł do przodu. Każdy szanujący się przygodomaniak powinien znać tę przygodówkę. Zachęcam więc do minimum wysiłku, aby ją uruchomić i zagrać w A.D. 2044. Moja końcowa ocena z racji skopania oprawy audio, jak i całkowitego (praktycznie) braku humoru wysoka nie będzie, ale też nie całkiem niska, biorąc pod uwagę, w jakich latach powstawała i jak wyglądała szata graficzna tej przygodówki. Końcowa ocena: 5/10.


Plusy
+ zagadki
+ grafika
+ bardzo sporadyczny humor

Minusy
- problem ze znalezieniem przedmiotów
- oprawa audio
- flegmatyczny, wręcz brzydki głos głównego bohatera
- teksty z filmu niepasujące do tego, co działo się na monitorze.

Wróć do „A.D. 2044”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość