Dec 022016
 

Inheritance straszy mniej niż samo Layers of Fear, bowiem tym razem jest to historia opowiadana z perspektywy dorosłej już córki malarza. Dziewczyna  w dzieciństwie została odebrana rodzicom, ze względu choćby na to, że w domu szerzyła się patologia, pijaństwo i schizofrenia. Po latach córka artysty wraca do posiadłości w nadziei, iż ta odpowie jej na pytanie, czy szaleństwo jest również jej dziedzictwem.

Pełny tekst znajduje się tutaj.

inheritance

Nov 282016
 

silence-coverSkończywszy grać w Silence, zadałam sobie pytanie: czy te cholerne gry muszą być tak wzruszające? Dotąd miałam wrażenie, że społeczeństwo, jak i świat w ogólnym zarysie, pokrywa rozrastająca się wciąż znieczulica i pragnienie nieskomplikowanej i koniecznie jak najmniej emocjonalnej rozrywki. Oh! Jakże się myliłam! Już pierwsza część The Whispered World zostawiła mnie odrętwiałą w fotelu, ale to, co tym razem zaserwowało Daedalic Entertainment… To jest w stanie poruszyć nawet największego twardziela.

Czytaj dalej…

Nov 162016
 

Czy chciałbyś być nieśmiertelny? To chyba głupie pytanie. Zapewne większość ludzi (a przynajmniej ci zdrowi na umyśle) z otwartymi ramionami powitaliby dar nieśmiertelności. Jednak dla bohatera gry Yesterday Origins dar ten okazał się być przekleństwem. John ma 500 lat i niezliczoną ilość wcieleń za sobą. Wszystko byłoby nawet fajnie, gdyby te wcielenia pamiętał. Bowiem za każdym razem gdy się odradza, jego wspomnienia ulatują niczym wspomnienia alkoholika po mocno zakrapianej imprezie.

Pełny tekst znajduje się tutaj.

Nov 052016
 

Nie tak dawno temu pisałam, że w przypadku gier HOPA fabuła ma drugorzędne znaczenie i właściwie nie warto zaprzątać sobie nią głowy. Jakże szybko przychodzi mi zweryfikować ten pogląd! A wszystko za sprawą „Eventide 2: the sorcerer’s mirror”. Jej autorzy, Polacy ze studia The House of Fables, w poszukiwaniu inspiracji nie sięgali daleko i zaczerpnęli ją ze słowiańskiej mitologii.

Czytaj dalej: Eventide 2: the sorcerer’s mirror – recenzja

Nov 012016
 

Zarówno pogoda za oknami jak i samo Wszystkich Świętych sprzyja indywidualnym rozmyślaniom o istotach zza światów. Nawet ja, osoba która zaczyna się bać na sam jedynie wydźwięk słowa „horror”, przy takiej okazji po horrory sięgam. Zarówno w formie książkowej i filmowej, ale przede wszystkim growej. Nie ukrywam, że próbowałam grać w kilka horrorów i stąd wiem, że moimi ulubionymi są te, w których nie da się umrzeć. Takim horrorem jest Decay: the Mare. Bohater umrzeć co prawda na szczęście nie może, gorzej jednak ma się sprawa samego gracza. Trzykrotnie w grze stanęło mi serce i dostałam skurczu żołądka.

Pełny tekst znajduje się tutaj.

Aug 292016
 

Zostałeś porwany: nasiono, twór, obca siła przenosi cię do miasteczka na prerii. Miejsca, które na pierwszy rzut oka wygląda swojsko, znajomo, a jednak jest inne , bo otoczone granatowymi tworami. Już po chwili masz wrażenie zamknięcia, uwięzienia w bańce, która została wtopiona w jakiś granatowy kamień. Jesteś sam, tylko hologramy przekazują ci strzępy informacji, z których masz zbudować obraz tego, co tutaj się wydarzyło. Rozwieszone pranie, porzucone przedmioty, rozłożone na stole karty – najwyraźniej mieszkańcy w pospiechu opuścili swoje domostwa. Dlaczego to miasteczko jest opustoszałe? Co to za czerwony promień sięga aż nieba? Badając teren i budynki, do których nie możesz wejść ,w końcu trafiasz na żywą istotę, ale i ona zamknięta w rozwalającej się ruderze, rozmawiając przez szybę, przekazuje tylko strzępy informacji, wspomnień oraz zadanie: musisz przywrócić wszystko do pierwotnego wyglądu, by wrócić do domu. Tylko co to tak naprawdę znaczy, jaki był ten pierwotny wygląd?

Czytaj dalej…

Zachęcamy do zapoznania się z opinią na temat gry.